Pasja kibicowania od małego

Przyszedł piątek – 17 sierpnia. Dzień, w którym zbiegły się dwa wydarzenia ważne dla kibica piłkarskiego w Polsce. Z jednej strony budzimy się z niesmakiem po wczorajszych występach polskich klubów w europejskich pucharach, a z drugiej dzisiaj nowy sezon rozpoczyna najlepsza liga piłkarska świata – hiszpańska La Liga. I choć wiele osób powtarza, że nie można być prawdziwym kibicem zagranicznej drużyny i trzeba wspierać lokalne drużyny to w dzisiejszym świecie ważniejsza od odległości jest pasja. Pasja, którą od najmłodszych lat Ojcowie mogą i powinni zaszczepiać swoim dzieciom.

Powiedzmy sobie szerze: polską piłkę oglądają tylko zagorzali kibice i masochiści. Choć akurat jedno nie wyklucza drugiego. Nigdy nie wspierałem żadnego lokalnego klubu. Może dlatego, że pochodzę z miasta powiatowego z tradycjami bardziej koszykarskimi niż piłkarskimi. Po przeprowadzce do Poznania zdarzało mi się bywać na meczach Lecha Poznań, a nawet miałem wykupiony karnet. To był jednak czas gdy Lech z powodzeniem walczył z takimi drużynami jak Juwentus, czy Manchester City. Wtedy można było chodzić i z zapartym tchem patrzeć na to co dzieje się na boisku. Teraz od czasu do czasu bywam na stadionie w Poznaniu, ale bardziej dla atmosfery, niż dla sportowego widowiska. Poziom tego ostatniego niestety nie porywa.

Trybuny mecz LECH POZNAŃ

A chciałbym żeby porywał. Żeby pierwsza wizyta niemal czteroletniego Tymka na stadionie piłkarskim był świętem, które zapamięta na całe życie. Świętem, które rozpali w nim płomień pasji do kibicowania, a może i grania. Choć mam już 35 lat to wciąż pamiętam gdy mój Tata zabrał mnie i brata na mecz piłkarski. A nawet dwa takie mecze. Choć nie pamiętam ile miałem lat, ani z kim wtedy grała Ślęża Wrocław i Śląsk Wrocław to pamiętam te emocje małego chłopaka, który mógł zobaczyć mecz na żywo. To jedno z najlepszych wspomnień z Tatą.

To właśnie dzięki Niemu i temu, że sport w naszym domu był obecny cały czas jestem teraz kibicem Barcelony. I choć na przełomie lat 80 i 90 mój brat przed TV wiernie kibicował Bayernowi, ja trzymałem kciuki za Barcelonę. A były to wspaniałe czasy. Zwłaszcza początek lat 90tych i czasy nieziemskiego DreamTeamu z Camp Nou. Wówczas nie przypuszczałem nawet, że 25 lat później piękny drewniany herb Barcelony będzie wisiał na ścianie w moim domu, a ja będę jeździł na mecze ulubionej drużyny po całej Europie. To pasja zaszczepiona przez Tatę pozwoliła mi przeżyć chwile szczęścia po zwycięstwie Barcelony z Milanem w Mediolanie i łzy porażki po tym jak Ajax wygrał z nami w Amsterdamie. I choć czasami nie mogę patrzeć na grę Barcelony to na zawsze będzie miała miejsce w moim sercu.

Dziś zdarza mi się oglądać mecze z Tymkiem. I choć częściej słyszę pytanie „gdzie jest piłka?” to wierzę, że z czasem i on odnajdzie swoją drużynę. A jeśli nawet nie to pozna piękno sportu – chwile szczęścia zwycięzców i łzy pokonanych. Zrozumie, że czasem się wygrywa, a czasem przegrywa. I choć zwycięstwo jest ważne to równie ważne jest dawać z siebie wszystko i walczyć fair play do końca.

Na razie pozostaje mu obserwować jak jego tata emocjonuje się przed TV. Ale wkrótce wybierzemy się razem na mecz – w Polsce lub nie. Tak czy inaczej to będzie święto, które mam nadzieje zapamięta tak jak ja pamiętam pierwszy mecz z Tatą. Może i Was tam spotkamy. Pytanie tylko czy Wy chodzicie z dziećmi na mecze? W jakim wieku Wasze dzieci debiutowały na stadionie piłkarskim, żuzlowym, meczu siatkarskim, koszykarskim lub piłki ręcznej? Dajcie znać w komentarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.