Są bunkry więc musi być…

Zupełnie inaczej niż w “Chłopaki nie płaczą” są bunkry, ale wcale nie jest tak zajebiście. W końcu niedziela zaczyna się od długiego wybiegania. Tym razem miało wpaść około 20 kilometrów. W pięknych okolicznościach przyrody z bunkrami Międzyrzeckiego Rejonu Umocnieniowego (MRU) nogi same miały nieść, a 20 kilometrów zrobić się do śniadania. Ale się nie zrobiły…

Pobudka o 5:30. Dzieci śpią, Justynka śpi, i Teście też śpią, a ja jak złodziej wymykam się chyłkiem żeby pobiegać. Normalne to to nie jest. Szybkie “śniadanie” w postaci czerniejącego banana i można ruszać w las. A ruszać trzeba się żwawo, bo przed wschodem słońca jest raczej rześko. Tempo w sam raz – 5:50-6:00 na kilometr. Wszystko do czasu.

Nowe trasy w przygodnym terenie mają swoje niebywałe plusy i minusy. Do tych pierwszych zaliczymy odkrywanie nowych miejsc i nieoczekiwane spotkania. Tak było dzisiaj. Piękny wschód słońca na skraju lasu i spotkania z sarnami, jeleniem, lisami, zającami i… bobrem. Zwłaszcza ten ostatni jest wart uwagi. Komicznie wyglądała ta grubiutka kuleczka biegnąca ścieżką i ciągnąca za sobą ten długi ogon. Ale śmiesznie było tylko przez chwilę. Potem okazało się, że trzeba się przedzierać przez zwalone drzewa i zamiast biegania było błądzenie, bieganie na skróty przez pole i nieskładne robienie kółek.

bunkier MRU

Na szczęście wreszcie udało się znaleźć bunkry w okolicach wioski Pniewo. Byliśmy tam z dziećmi dzień wcześniej i na pewno jeszcze wrócimy – tylko muszą podrosnąć. (O samym MRU jeszcze napiszę Wam w innym wpisie.) Szybka eksploracja opuszczonego poniemieckiego bunkra, przeprawa przez “zęby smoka” (zapory przeciwczołgowe) i można powoli wracać. Zwłaszcza, że stuknęło 10 kilometrów. Teraz już miało być łatwiej. I w sumie było…

Stary poniemiecki bruk poprowadził mnie w las. Bruk przeszedł w leśną drogę. I gdy już myślałem, że jeszcze 7 kilometrów i jestem “w domu” trafiłem na skrzyżowanie. A tam znak: Kęszyca Leśna 0,8km. WTF? Już wiedziałem, że o 20 kilometrów tego dnia będzie ciężko. Dobiłem do 17. Nogi może i by jeszcze poniosły gdyby głowa się nie poddała. Tempo 6:00 na kilometr, czyli tak jak planowałem. Tylko tych 3 kilometrów szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.